WYWIAD: Stand-up Toruń

13 czerwca grupa Stand-up Toruń obchodzi swoje 5 urodziny!

 

Z tej okazji przepytaliśmy Huberta Kotarskiego, Mateusza Świerskiego, Piotra Pawłowskiego i Jakuba Poczętego-Błażewicza.

Kamila: Jakie były wasze początki?

H: Początki Stand-up Toruń związane są z grupą archeologów na UMK. W 2010 roku oglądając jeden z kolejnych stand-upów z Georgem Carlinem pomyślałem „Hey, ja też tak mogę”. Postanowiłem znaleźć śmieszków na roku. Zebrałem 6 osób i tak wyglądał pierwszy skład grupy Stand-up Toruń. Byli to: Przemek Dintar, Patryk Pawlak, Mateusz Parzych, Paweł Kowalski i Dorota Jaskólska.

Nasz pierwszy występ odbył się w klubie Cotton Club, który po naszym stand-upie wytrzymał, o ile pamiętam, 3 miesiące i został zamknięty. Później graliśmy w klubie Bunkier i w tym czasie do naszej ekipy dołączył Świr. Ten klub

Hubert Kotarski
Hubert Kotarski

się spalił. Zaczęliśmy grać w klubie Carpe Diem, potem w Mocarcie gdzie dołączył do nas Piotrek Pawłowski. W tym momencie naszego składu archeologów już nie było. Zostałem tylko ja i Mateusz, no i Piotrek. Teraz mamy nowy klub [przyp. red. Dwa Światy] i dołączył do nas Jakub. Jesteśmy Czterema Jeźdźcami Patokalipsy i mam nadzieję, że będziemy to kontynuować.

 K: Odwiedzili Was goście z całej Polski, który z występów zapadł Wam najbardziej w pamięci?

 J: Mi najbardziej zapadł w pamięci mój. <śmiech> A poważnie, mi najbardziej Jasiek Borkowski i Adam van Bendler. Pierwszy raz wtedy widziałem stand-up na żywo, dotychczas tylko w internecie. I Adama i Jaśka już jakiś czas oglądałem w internecie, mogłem w końcu spotkać ich na żywo. Wtedy też po raz pierwszy wystąpiłem.

Ś: Ja najlepiej wspominam występ Sebastiana Rejenta ,gdyż jest zajebistym typem i rozwalił lokal Dwa Światy. Zrobił to niesamowitą energią i naprawdę bardzo mi się podobało, urzekł mnie swoją energią na scenie i zapamiętam z tego sezonu ten występ najbardziej.

P: Ja się najbardziej jarałem na występie Czarka Jurkiewicza, jest mistrzem i to co zrobił na występie było fantastyczne. Natomiast zapadł mi w pamięć występ Bartka Zalewskiego, ponieważ podczas jego występu mieliśmy dwóch totalnie pijanych ludzi, którzy bardzo chcieli z Bartkiem rozmawiać podczas występu.

Prawie nam się udało ich wyprosić z sali. Po czym Zalew zawołał ze sceny „nie, nie niech zostaną”. Oni się bardzo ucieszyli. Następnie jeden z nich zdecydował że wejdzie na scenę, powiedział coś tam do mikrofonu, po czym zaczął udawać padaczkę. W końcu rzeczywiście kazaliśmy im skutecznie opuścić lokal.

Jakub Poczęty -Błażewicz
Jakub Poczęty -Błażewicz

 K: Hubert a ty?

 H: Dobrze bawiłem na występie Patryka Czebańczuka m.in. dlatego, że zjechał mnie w cudowny sposób. Sam popłakałem się ze śmiechu. Wychodząc na scenę jest bardzo autentyczny. Czuć, że to co mówi to jego własny punkt patrzenia na świat. Widać, że dzieli się tym co naprawdę czuje. Jest dla mnie na pewno wzorem. No i oczywiście Cezary Jurkiewicz, Sebastian Rejent, Piotrek Szymowski – to są ludzie nie do podrobienia.

J: Co występ można zobaczyć, że przyjeżdża komik, który ma zupełnie inny materiał. Wychodzi na scenę i nim rozwala.

P: Szumowski był świetny.

J: Każdy mówi w inny sposób, opowiada trochę inne historie ale naprawdę wychodzi to zajebiście.

H: Niestety nie byłem na dziewczynach ale podobno było fajnie. <śmiech> [przyp. Red. Wiolka Walaszczyk i Olka Szczęśniak]

P: Bardzo fajne dziewczyny, bardzo dobry stand-up.

Mateusz Świerski
Mateusz Świerski

 K: Jaki był Wasz najlepszy występ?

 H: Najlepszy chyba przede mną.

Ś: Przede mną chyba też.

P: Elżbietańska 6 chyba.

Ś: Dla mnie ostatnio występ we Wrocławiu. Grałem tam nowy materiał, który jest zupełnie inny niż ten, który pisałem do tej pory. Było nieźle więc myślę, że jest mój najlepszy występ.

H: Mi zdecydowanie najlepiej się grało tutaj w Dwóch Światach z Michałem Leją. Miałem problem, przedłużyłem troszeczkę ale to dlatego, że bardzo dobrze bawiłem się z publicznością. Była niesamowicie fajna energia. Publiczność bardzo chciała sobie pogadać, wspólnie pożartować i większość materiału polegało na tej rozmowie. Na przekomarzaniach, na jakimś odwracaniu ról, świetnie mi się grało.

P: Miał zrobić 10 minut, a zrobił ponad pół godziny.

H: To tylko dlatego, że świetnie grało się z publicznością. To było naprawdę niezwykłe przeżycie dla mnie.

 K: Kuba?

J: Mój pierwszy duży występ w Bydgoszczy.

Ś: Dobry był!

Piotr Pawłowski
Piotr Pawłowski

J: Wyszedłem na scenę miałem przygotowany po raz pierwszy większy materiał, tak na 20 minut, a wyszło ponad pół godziny ze względu na publiczność. Właśnie tak jak Hubert pograłem z publicznością, na której była jedna laska, która mnie strasznie denerwowała. Ona i jej 6 koleżanek.

 J: Rozbiła mi już pierwsze zdanie i wtedy właśnie zacząłem ją trochę gasić i okazało się, że publiczność jest po mojej stronie. Byłem tam razem ze Świrem. Skończyło się na tym, że obaj ją skutecznie gasiliśmy, co jeszcze bardziej „podbijało” energię publiczności. Ten występ zdecydowanie wspominam najlepiej, wyjście na scenę z własnym dużym materiałem, fajną energię, fajną publiczność. Mogłem pojechać ze sceny po mamie, która tam była. Pozdrawiam Cię mamo.

 K: Mówimy tutaj o waszych najlepszych występach a jakie były Wasze najgorsze.

 J: Ja chce powiedzieć o Piotrka. Byliśmy w Szubinie, graliśmy w domu kultury. Na imprezie, która odbywała się dwa tygodnie po Walentynkach i nazywała się „Ostro po Walentynkach”.  W każdym razie kiedy występował Piotrek to na widowni był koleś, który wyglądał jak pijak. My ze Świrem siedzieliśmy przed tą salą i w połowie występu Piotrka ten koleś wyszedł pukając się w głowę. Wyglądało na to, że on już dłużej tego nie wytrzyma. Najśmieszniejsze w tej historii jest to, że na dworze było zimno a w sali ciepło. Więc pijak wybrał siedzenie na zimnie, niż siedzenie w środku i słuchanie Piotrka

P: Mówiłem wtedy jeden z najbardziej hardcorowych swoich żartów i usłyszałem od kobiety „to nie jest śmieszne”.

Ś: To teraz ja powiem Hubercik! Hubercik miał najgorszy występ ostatnio w Warszawie. Jakoś się tak pogubił, chciał zagadać z publicznością a mu nie wyszło kompletnie.

H: Fakt, było słabo.

P: Ja wiem jaki był twój Świr. Twój najsłabszy to sumie był, ale tam nie było warunków do stand-upu paradoksalnie, to eliminacje do festiwalu Antraktu . Była tam jakaś dziwna sytuacja, niby pełna sala, a praktycznie nikt nie miał dobrych reakcji.

Ś: Rzeczywiście miałem tam słaby występ ale bardzo dobrze wspominam go. Muszę przyznać szczerze, to był występ po którym stwierdziłem wyrzucam ten materiał, piszę nowe rzeczy

P: I to było bardzo dobre.

Ś: Wyrzuciłem cały materiał kompletnie, stwierdziłem że nie chcę tego grać, że chcę napisać 20 min. czy godzinę nowego.

P: I masz dużo lepszy

Ś: W  Łodzi miałem straszny bombing.

[po chwili]

Nie no miałem gorszy występ.

Najgorszy występ jaki miałem i jaki pamiętam to moje drugie wyjście na scenę w życiu. Było to na Open Mic w Warszawie. Czułem się bogiem komedii jadąc tam, byłem po pierwszym występie tutaj w Toruniu i naprawdę miałem świetną reakcję. Materiał trochę skróciłem bo wiedziałem że mam mniej czasu.

H: Jak ja, świetny początek a potem uświadamiasz sobie nie zawsze tak jest.

Ś: Wyszedłem na scenę i byłem tak zestresowany bo widziałem ludzi, którzy zajmują się trochę tym więcej i byli przede mną. Jak wyszedłem to prowadzący ten Open Mic od razu pokazywał, że mi się czas skończył. Straszne, najgorszy występ ever. Pierwszy występ miałem dobry, drugi na maxa zły i po tym stwierdziłem, że chce to robić!

K: Czy jest jakaś oficjalna data rozpoczęcia waszej działalności?

P: 13 czerwca

H: Tak jest to 13 czerwca 2010 roku <śmiech>

K: I to dlatego by dokładnie po 5 latach w tym samym dniu wystąpi na waszych urodzinach Abelard Giza?

H: Dokładnie

Ś: tak, tak

H: Jak Świr byłeś już w naszym składzie, był to twój 3 czy 4 występ, to zagraliśmy przed Abelardem jako support na ich pierwszym materiale Bez Cenzury, w Lizard Kingu.

K: 5 lat co dalej? Jakie dalsze plany?

Ś: Naszą czwórką czyli Jakub, Hubert, Piotr, i ja to ruszamy z nowym projektem jesienią. Będzie to Czterech Jeźdźców Patokalipsy.

P: Generalnie jak jedziemy w trasę, to jako Czterech Jeźdźców, a jak są robione imprezy w Toruniu to robi je Stand-up Toruń

Ś: Stand-up Toruń ma być swego rodzaju społecznością, organizacją, która tworzy scenę w Toruniu.

P: Bo to nie jest marką jak jedziemy jako Stand-up Toruń.

Teraz komicy się śmieją, że jak coś powstaje to ma nazwę Stand-up i tu wstaw nazwę miasta, ale to nie przyciąga.

J: Znacznie ciekawszym projektem są Bękarty Stand-upu czy Kopanie Leżącego.

H: Początki stand-upu i nazwa od miasta to była próba zaistnienia w całej społeczności stand-upowej. Dlatego powstawały takie organizmy jak Stand-up Toruń, Łódź, tylko Warszawa poszła o krok dalej i nazwała się Stand-up Polska.

P: Przecież Polska równa się Warszawa.

K: Czterech Jeźdźców Patokalipsy, macie coś wspólnego z Patokalipsą grupą raperów z Krakowa?

P:Ś: Niee

J: Znaleźliśmy w sobie cechy 4 Jeźdźców Apokalipsy.

K: Przypomnisz?

 J: Ja jestem głodem bo spójrz na mnie.

P: Ja jestem śmiercią bo spójrz na mnie.

P: Świr jest zarazą bo spójrz na niego, a Hubert jest wojną bo jest Mongołem.

K: Dzięki Wam bardzo

H, Ś, J, P: Dzięki

Wywiad przeprowadziła Kamila Witkowska.

Grupie Stand-up Toruń życzymy samych sukcesów!